14 kwietnia 2026 r. Sąd Rejonowy dla Krakowa-Krowodrzy w Krakowie Wydział II Karny ogłosił wyrok pierwszej instancji w sprawie rażącego naruszenia przez obwinionego Piotra Borka praw pracowniczych. Sprawa toczyła się z oskarżenia Państwowej Inspekcji Pracy i dotyczyła zwolnienia z pracy osób przebywających na zwolnieniu lekarskim oraz objętych ochroną związkową przez „Inicjatywę Pracowniczą”. Sąd uznał Piotra Borka „w sposób niewątpliwy” winnym wszystkich czterech popełnionych wykroczeń.
Sąd ukarał obwinionego Piotra Borka grzywną w wysokości 6 000 zł i podanie wyroku do publicznej wiadomości na tablicach ogłoszeniowych wszystkich instytutów Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej na okres jednego miesiąca, a ponadto obciążył go kosztami sądowymi oraz kosztami zastępstwa procesowego dla dwóch oskarżycielek posiłkowych.
W ustnym uzasadnieniu sędzia wyjaśnił, dlaczego nie przychylił się do wniosków oskarżycieli, którzy proponowali wysokości grzywny 25 000 zł lub 30 000 zł. Zdaniem sądu zdecydowanie bardziej właściwą formą kary jest podanie wyroku do wiadomości publicznej, ponieważ jej celem powinno być przede wszystkim wychowawcze oddziaływanie na społeczność akademicką. Ponadto upublicznienie wyroku działa również na korzyść oskarżycielek posiłkowych (osób zwolnionych z UKEN z naruszeniem prawa).
O ile niska kara finansowa wzbudziła wśród osób obecnych na sali sądowej mieszane uczucia, o tyle kara umieszczenia wyroku na tablicach informacyjnych wszystkich instytutów została przyjęta z ogromną aprobatą. Jak powiedział cytowany przez media rzecznik Sądu Okręgowego w Krakowie, sędzia Maciej Czajka, taka forma kary ma
bardzo duże znaczenie z punktu widzenia społecznego, aby pewnego rodzaju zachowanie było w sposób zgodny z prawem napiętnowane tak, aby społeczność lokalna, w tym wypadku uniwersytecka, dowiedziała się, że były podejmowane działania niezgodne z prawem.
Odnosząc się do argumentów strony pozwanej, sędzia zdecydowanie odrzucił zarzut, jakoby ochrony związkowe nie były skuteczne z powodu wadliwego przekształcenia się „Inicjatywy Pracowniczej” z Komisji zakładowej w komisję międzyzakładową; sędzia powołał się przy tym na istniejące już orzeczenia sądowe w tej sprawie. Sędzia podkreślił również, że nie jest zadaniem sądu ocena dorobku naukowego zwolnionych osób, przy czym przekazane do wiadomości sądu oceny pracownicze sąd uznał za „bardzo powierzchowne”, a powołani przez obwinionego świadkowi jeden po drugim zeznawali, że nie mają wiedzy o dorobku naukowym oskarżycielek posiłkowych. Na marginesie dodajmy, że Pani Barbara Kurowska uzyskała niedawno stopień doktora habilitowanego, co jednoznacznie pokazuje, że zarzucany jej przez byłego rektora „brak kwalifikacji” był zarzutem wyssanym z palca.
Nikogo nie zdziwiła nieobecność na sali sądowej samego prof. Piotra Borka – nie słynie on przecież z odwagi cywilnej i poczucia odpowiedzialności za własne czyny. Ale na sali dał się również zauważyć wyraźny brak przedstawiciela Rady Uczelni UKEN. No cóż, łamanie prawa w Uczelni nigdy nie stało się przedmiotem zainteresowania Rady — no może jedynie pośrednio, kiedy tak gorliwie zaangażowała się ona w obronę byłego rektora. Cytowaliśmy już stanowiska RU i jej pisma do ministra, w których twierdziła ona, że „postępowania w sprawie odwołania prof. dr. hab. Piotra Borka z funkcji Rektora UKEN z 2 września 2024 nie ma uzasadnienia prawnego i faktycznego”. Najnowszy wyrok po raz kolejny pokazuje, jak bardzo „nieuzasadnione” były zarzuty ministra o uporczywe i rażące łamanie prawa. Jesteśmy przekonani, że obecność przedstawiciela Rady na ogłoszeniu wyroku w którejkolwiek za spraw potwierdzającyh łamanie przez byłego rektora przepisów prawa, mogłaby spowodować, że Rada posypałaby wreszcie głowę popiołem, przeprosiła za swoje wcześniejsze stanowiska i jednoznacznie potępiła wszelkie przypadki łamania prawa w UKEN. Wciąż na to liczymy.
Przypomnijmy, że wyrok z 14 kwietnia 2026 r. jest już drugim tego typu wyrokiem przeciwko Piotrowi Borkowi. O pierwszym wyroku w bliźniaczej sprawie z 15 lipca 2024 r. pisaliśmy tutaj. Tamta sprawa trafiła do sądu drugiej instancji, gdzie musiała zostać umorzona z powodu przedawnienia. Warto zacytować nasz wpis dotyczący m. in. tamtego umorzenia:
Co ciekawe, odstępując od najczęstszej praktyki, gdzie koszty postępowania ponosi Skarb Państwa, sąd obciążył kosztami obwinionego, co uzasadnił pisemnie w następujący sposób:
Gdy zważyć przy tym na tok postępowania przed Sądem Okręgowym, to nie sposób nie dostrzec tego, iż został on istotnie spowolniony przez obwinionego, a wcześniej jego obrońcę. I tak kolejne wnioski o wyłączanie Sędziego orzekającego w sprawie w oparciu o rozmaite, instrumentalnie interpretowane przesłanki, nie uwzględniane zresztą przez Sąd, zawieszenie postępowania, jego odroczenie, a wreszcie nie podejmowanie przez obwinionego korespondencji w miejscu zamieszkania i nie odbieranie telefonów, pomimo wykonywania w tym samym czasie obowiązków zawodowych, wypowiedzenie stosunku obrończego i niepodpisanie zażalenia na postanowienia o odmowie wyznaczenia obrońcy z urzędu, miały istotny, jeżeli nie kluczowy wpływ na brak możliwości rozstrzygnięcia sprawy w terminie zakreślonym przez ustawę. Jednocześnie obwiniony, deklarujący chęć składania wyjaśnień dodatkowych, na większość terminów rozprawy (w istocie poza jednym) nie stawiał się. To wszystko sprawia, że wygenerowane postępowaniem wydatki winien ponieść właśnie obwiniony, w oparciu o przytoczony wyżej przepis prawa. […] Z tych też względów Sąd Okręgowy zasądził na rzecz każdej z oskarżycielek posiłkowych maksymalną dopuszczalną prawem kwotę tytułem zwrotu poniesionych przez nie wydatków.
Niestety należy spodziewać się, że obwiniony Borek, poprzez swojego pełnomocnika, zastosuje te same metody również tym razem: po wniesieniu odwołania od wyroku strona pozwana będzie robić wszystko, żeby postępowanie opóźniać. Ot, na początek pełnomocnik może np. złożyć apelację, której „zapomni” podpisać, a sąd będzie zobowiązany wezwać go do uzupełnienia braku formalnego. A czas leci. Nie spodziewamy się po prof. Borku fair play, oj nie. W tym przypadku sprawa w drugiej instancji przedawni się częściowo w czerwcu tego roku, a ostatecznie w lipcu. Jednak nawet jeśli tak się stanie, już sam fakt dwóch miażdżących dla obwinionego Borka wyroków pierwszej instancji ma ogromne znaczenie społeczne.
Mówiąc o tym społecznym czy też symbolicznym znaczeniu wyroków przeciwko prof. Borkowi, warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt, mało znany osobom spoza środowiska prawniczego. Otóż zgodnie z utrwalonym orzecznictwem, w razie stwierdzenia przedawnienia karalności czynu postępowanie należy umorzyć tylko wtedy, gdy nie ma podstaw do uniewinnienia obwinionego. Innymi słowy, jeśli sąd widzi podstawy do uniewinnienia obwinionego, to zamiast umorzenia powinien wydać wyrok uniewinniający. Co więcej, obwiniony przekonany o swojej niewinności ma prawo zwrócić się do sądu z wnioskiem o uniewinnienie.
Prof. Borek takiego wniosku, rzecz jasna, nie złożył, a podstaw do uniewinnienia nie widział tym bardziej sam sąd. Ciekawe, jak będzie tym razem. Intuicja podpowiada nam, że podobnie.
