Kategorie
Informacje Opinie i analizy

Kolejny druzgocący dla Piotra Borka wyrok sądu

14 kwietnia 2026 r. Sąd Rejonowy dla Krakowa-Krowodrzy w Krakowie Wydział II Karny ogłosił wyrok pierwszej instancji w sprawie rażącego naruszenia przez obwinionego Piotra Borka praw pracowniczych. Sprawa toczyła się z oskarżenia Państwowej Inspekcji Pracy i dotyczyła zwolnienia z pracy osób przebywających na zwolnieniu lekarskim oraz objętych ochroną związkową przez „Inicjatywę Pracowniczą”. Sąd uznał Piotra Borka „w sposób niewątpliwy” winnym wszystkich czterech popełnionych wykroczeń.

Sąd ukarał obwinionego Piotra Borka grzywną w wysokości 6 000 zł i podanie wyroku do publicznej wiadomości na tablicach ogłoszeniowych wszystkich instytutów Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej na okres jednego miesiąca, a ponadto obciążył go kosztami sądowymi oraz kosztami zastępstwa procesowego dla dwóch oskarżycielek posiłkowych.

W ustnym uzasadnieniu sędzia wyjaśnił, dlaczego nie przychylił się do wniosków oskarżycieli, którzy proponowali wysokości grzywny 25 000 zł lub 30 000 zł. Zdaniem sądu zdecydowanie bardziej właściwą formą kary jest podanie wyroku  do wiadomości publicznej, ponieważ jej celem powinno być przede wszystkim wychowawcze oddziaływanie na społeczność akademicką. Ponadto upublicznienie wyroku działa również na korzyść oskarżycielek posiłkowych (osób zwolnionych z UKEN z naruszeniem prawa).

O ile niska kara finansowa wzbudziła wśród osób obecnych na sali sądowej mieszane uczucia, o tyle kara umieszczenia wyroku na tablicach informacyjnych wszystkich instytutów została przyjęta z ogromną aprobatą. Jak powiedział cytowany przez media rzecznik Sądu Okręgowego w Krakowie, sędzia Maciej Czajka, taka forma kary ma

bardzo duże znaczenie z punktu widzenia społecznego, aby pewnego rodzaju zachowanie było w sposób zgodny z prawem napiętnowane tak, aby społeczność lokalna, w tym wypadku uniwersytecka, dowiedziała się, że były podejmowane działania niezgodne z prawem.

Odnosząc się do argumentów strony pozwanej, sędzia zdecydowanie odrzucił zarzut, jakoby ochrony związkowe nie były skuteczne z powodu wadliwego przekształcenia się „Inicjatywy Pracowniczej” z Komisji zakładowej w komisję międzyzakładową; sędzia powołał się przy tym na istniejące już orzeczenia sądowe w tej sprawie. Sędzia podkreślił również, że nie jest zadaniem sądu ocena dorobku naukowego zwolnionych osób, przy czym przekazane do wiadomości sądu oceny pracownicze sąd uznał za „bardzo powierzchowne”, a powołani przez obwinionego świadkowi jeden po drugim zeznawali, że nie mają wiedzy o dorobku naukowym oskarżycielek posiłkowych. Na marginesie dodajmy, że Pani Barbara Kurowska uzyskała niedawno stopień doktora habilitowanego, co jednoznacznie pokazuje, że zarzucany jej przez byłego rektora „brak kwalifikacji” był zarzutem wyssanym z palca.

Nikogo nie zdziwiła nieobecność na sali sądowej samego prof. Piotra Borka – nie słynie on przecież z odwagi cywilnej i poczucia odpowiedzialności za własne czyny. Ale na sali dał się również zauważyć wyraźny brak przedstawiciela Rady Uczelni UKEN. No cóż, łamanie prawa w Uczelni nigdy nie stało się przedmiotem zainteresowania Rady — no może jedynie pośrednio, kiedy tak gorliwie zaangażowała się ona w obronę byłego rektora. Cytowaliśmy już stanowiska RU i jej pisma do ministra, w których twierdziła ona, że „postępowania w sprawie odwołania prof. dr. hab. Piotra Borka z funkcji Rektora UKEN z 2 września 2024 nie ma uzasadnienia prawnego i faktycznego”. Najnowszy wyrok po raz kolejny pokazuje, jak bardzo „nieuzasadnione” były zarzuty ministra o uporczywe i rażące łamanie prawa. Jesteśmy przekonani, że obecność przedstawiciela Rady na ogłoszeniu wyroku w którejkolwiek za spraw potwierdzającyh łamanie przez byłego rektora przepisów prawa, mogłaby spowodować, że Rada posypałaby wreszcie głowę popiołem, przeprosiła za swoje wcześniejsze stanowiska i jednoznacznie potępiła wszelkie przypadki łamania prawa w UKEN. Wciąż na to liczymy.

Przypomnijmy, że wyrok z 14 kwietnia 2026 r. jest już drugim tego typu wyrokiem przeciwko Piotrowi Borkowi. O pierwszym wyroku w bliźniaczej sprawie z 15 lipca 2024 r. pisaliśmy tutaj. Tamta sprawa trafiła do sądu drugiej instancji, gdzie musiała zostać umorzona z powodu przedawnienia. Warto zacytować nasz wpis dotyczący m. in. tamtego umorzenia:

Co ciekawe, odstępując od najczęstszej praktyki, gdzie koszty postępowania ponosi Skarb Państwa, sąd obciążył kosztami obwinionego, co uzasadnił pisemnie w następujący sposób:

Gdy zważyć przy tym na tok postępowania przed Sądem Okręgowym, to nie sposób nie dostrzec tego, iż został on istotnie spowolniony przez obwinionego, a wcześniej jego obrońcę. I tak kolejne wnioski o wyłączanie Sędziego orzekającego w sprawie w oparciu o rozmaite, instrumentalnie interpretowane przesłanki, nie uwzględniane zresztą przez Sąd, zawieszenie postępowania, jego odroczenie, a wreszcie nie podejmowanie przez obwinionego korespondencji w miejscu zamieszkania i nie odbieranie telefonów, pomimo wykonywania w tym samym czasie obowiązków zawodowych, wypowiedzenie stosunku obrończego i niepodpisanie zażalenia na postanowienia o odmowie wyznaczenia obrońcy z urzędu, miały istotny, jeżeli nie kluczowy wpływ na brak możliwości rozstrzygnięcia sprawy w terminie zakreślonym przez ustawę. Jednocześnie obwiniony, deklarujący chęć składania wyjaśnień dodatkowych, na większość terminów rozprawy (w istocie poza jednym) nie stawiał się. To wszystko sprawia, że wygenerowane postępowaniem wydatki winien ponieść właśnie obwiniony, w oparciu o przytoczony wyżej przepis prawa. […] Z tych też względów Sąd Okręgowy zasądził na rzecz każdej z oskarżycielek posiłkowych maksymalną dopuszczalną prawem kwotę tytułem zwrotu poniesionych przez nie wydatków.

Niestety należy spodziewać się, że obwiniony Borek, poprzez swojego pełnomocnika, zastosuje te same metody również tym razem: po wniesieniu odwołania od wyroku strona pozwana będzie robić wszystko, żeby postępowanie opóźniać. Ot, na początek pełnomocnik może np. złożyć apelację, której „zapomni” podpisać, a sąd będzie zobowiązany wezwać go do uzupełnienia braku formalnego. A czas leci. Nie spodziewamy się po prof. Borku fair play, oj nie. W tym przypadku sprawa w drugiej instancji przedawni się częściowo w czerwcu tego roku, a ostatecznie w lipcu. Jednak nawet jeśli tak się stanie, już sam fakt dwóch miażdżących dla obwinionego Borka wyroków pierwszej instancji ma ogromne znaczenie społeczne.

Mówiąc o tym społecznym czy też symbolicznym znaczeniu wyroków przeciwko prof. Borkowi, warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt, mało znany osobom spoza środowiska prawniczego. Otóż zgodnie z utrwalonym orzecznictwem, w razie stwierdzenia przedawnienia karalności czynu postępowanie należy umorzyć tylko wtedy, gdy nie ma podstaw do uniewinnienia obwinionego. Innymi słowy, jeśli sąd widzi podstawy do uniewinnienia obwinionego, to zamiast umorzenia powinien wydać wyrok uniewinniający. Co więcej, obwiniony przekonany o swojej niewinności ma prawo zwrócić się do sądu z wnioskiem o uniewinnienie.

Prof. Borek takiego wniosku, rzecz jasna, nie złożył, a podstaw do uniewinnienia nie widział tym bardziej sam sąd. Ciekawe, jak będzie tym razem. Intuicja podpowiada nam, że podobnie.

Kategorie
Opinie i analizy

Mity na temat IP

W “Inicjatywie” jesteśmy w pełni świadomi, o czym szepczą tzw. korytarze i jakie krążą o nas opinie – zarówno te pozytywne, neutralne, jak i negatywne. Niewątpliwie największe zasługi w zakresie rozpowszechniania oszczerczych pogłosek i negatywnych stereotypów na nasz temat ma pewien związkowiec, który jest tak nieskazitelną postacią, że aż prokuratura oskarżyła go o defraudowanie uczelnianych pieniędzy. Trudno nam uwierzyć, że ktokolwiek może uważać tego człowieka za wiarygodne źródło informacji.

Poniżej odnosimy się do niektórych mitów na temat Inicjatywy, a także wyjaśniamy, jak postrzegamy naszą rolę w obecnej — niełatwej — sytuacji. Opisane mity nie zawsze wynikają ze złej woli, czasem są po prostu rezultatem dezinformacji lub umyślnej manipulacji, którą stosuje garstka osób ze “stareg układu”, aby dezawuować nasz związek w oczach społeczności UKEN.

1. Teraz w Uczelni rządzi IP

Pod jednym z naszych wpisów pojawił się następujący komentarz:

Dlaczego na naszej uczelni nigdy nie może być normalnie? Rządzili radykałowie z prawej strony teraz rządzą następni tylko z lewej strony. Ledwie doszli do władzy już chcą administracji obniżyć zarobki o 20 %. Chcecie wprowadzić premię uznaniową dla administracji? […] Jaka jest różnica między Wami a poprzednikami? Żadna. Jedni zwalniali drudzy obniżają pensje. No może jest jedna, że Wy całkiem niedawno (przed wyborami) głosiliście piękne hasła, a jest jak zawsze – po polsku.

To jest szczery i gorzki komentarz, pokazujący niekłamaną troskę o dobro pracowników Uczelni, dlatego bynajmniej go nie lekceważymy. Ale jednocześnie jest on oparty na całkowicie błędnych przesłankach. Po pierwsze, “Inicjatywa” w żaden sposób nie „doszła do władzy”. Takie wrażenie mogło powstać chyba tylko dlatego, że p.o. Rektora zaczął normalizować stosunki ze związkami zawodowymi, czyli zaczął słuchać różnych argumentów i racji, również — niekiedy — z naszej strony. Po drugie, w “Inicjatywie” nikomu by w głowie nie postało, żeby proponować obniżkę pensji dla jakiejkolwiek grupy pracowników. “Inicjatywa” nie miała nic wspólnego z propozycjami zmian w Regulaminie wynagradzania, które uznaliśmy za wysoce nieprzemyślane i zaopiniowaliśmy bardzo krytycznie. Wreszcie po trzecie, ani z nas radykałowie, ani lewacy. Są wśród nas ludzie o różnych światopoglądach (lewicowych zapewne też), a łączy nas niezgoda na krzywdę ludzką, przywiązanie do wartości akademickich i uczelniany patriotyzm. A co do radykalizmu…

2. IP to radykałowie i wichrzyciele, którzy dążą do destabilizacji i anarchizacji Uczelni

To naprawdę wielka ironia losu, że środowisko, które od lat domagało się przestrzegania w Uczelni prawa, jest przez niektórych odbierane jako radykalne i destabilizujące. Praworządność to naprawdę taka radykalna idea? Jeśli tak, to biada nam wszystkim, bo to oznacza, że żyjemy w bardzo ponurej rzeczywistości.

Wracając na moment do cytowanego powyżej komentarza: tak, głosimy piękne hasła, bo w nie wierzymy. Wierzymy, że przestrzeganie prawa, transparentność, równe traktowanie i solidarna współpraca na rzecz dobra wspólnego to nie radykalizm – to podstawa funkcjonowania Uczelni. Dla nas to „oczywista oczywistość”, by zacytować klasyka.

Anarchizacja to efekt nieprzestrzegania prawa. Dobrze wiadomo, kto w Uczelni nie przestrzegał prawa, przez co doprowadził do anarchizacji jej funckjonowania. Proszę zajrzeć do uzasadnienia decyzji ministra ws. odwołania prof. Borka. A na deser proszę sobie poczytać uwagi NIK na temat braku realnej kontroli zarządczej w UKEN. Więc kto jest w rzeczywistości winny anarchizacji?

3. IP pragnie zemsty i jest wrogiem „Solidarności”

W “Inicjatywie” wierzymy w ideę związkowości i szanujemy wszystkie związki zawodowe. Proszę uważnie przejrzeć wpisy na niniejszej stronie: w żadnym miejscu nie atakujemy „Solidarności” jako związku zawodowego! Marzymy o tym, żeby konstruktywnie z „Solidarnością” i z pozostałymi związkami współpracować. Natomiast zupełnie czym innym jest krytyka określonej osoby, której działalność — niezależnie od przynależności związkowej — uważamy za głęboko szkodliwą dla Uczelni, a która zmonopolizowała wszystko, co jest związane z uczelnianą „Solidarnością”, w myśl zadady „Solidarność to JA”. My się z tą monopolizacją nie zgadzamy i wiemy, że w owej organizacji związkowej znajdziemy mnóstwo uczciwych i mądrych osób, z którymi chcemy rozmawiać i współpracować.

Działania IP nigdy nie miały charakteru osobistego, a wyłącznie merytoryczny. Skoro już o zemście mowa, to należy ją przypisać przede wszystkim byłemu rektorowi, prof., Borkowi, który za jakąkolwiek krytykę zwalniał pracowników lub pozbawiał ich pełnionych funkcji bez realnego powodu. Uczelnia byłaby w zupełnie innym miejscu, gdyby prof. Borek miał na tyle zdrowego rozsądku, żeby wsłuchać się w merytoryczne uwagi kierowane do niego przez naszą organizację. Ale wolał iść w zaparte, co nie skończyło się dobrze ani dla niego, ani dla Uczelni. Jak pokazały efekty działań licznych instytucji państwowych – sądów, Państwowej Inspekcji Pracy, MNiSW oraz, w najnowszej odsłonie, NIK — kwestie podnoszone przez IP były merytorycznie i prawnie uzasadnione.

“Inicjatywa” nie myśli o jakiejkolwiek „zemście”. Natomiast zupełnie czym innym jest kultura odpowiedzialności za rażąco szkodliwe i/lub bezprawne działania. Bezkarność to największy wróg praworządności, rozwoju i budowania wspólnego dobra. Nie może być tak, że ktoś doprowadza do upadku świetnie prosperującego instytutu lub dyscypliny i pozostaje na swoim stanowisku, ba! – dostaje nagrody i dodatki do pensji. Nie może być tak, że ktoś defrauduje uczelniane środki i nie ponosi za to żadnej odpowiedzialności. To po prostu jeden z fundamentalnych elementów porządku prawnego i społecznego.

4. IP jest odpowiedzialna za odwołanie prof. Borka

Za odwołanie prof. Borka odpowiedzialny jest wyłącznie prof. Borek. Gdyby nie łamał prawa, nigdy nie doszłoby do obecnej sytuacji. I to tyle, szkoda czasu na tłumaczenie rzeczy absolutnie oczywistych.

– – –

Na koniec odniesiemy się jeszcze do przyjaznej krytyki, którą da się wyczytać z niektórych komentarzy na naszej stronie. Chodzi o oczekiwanie, żeby “Inicjatywa” bardziej stanowczo domagała się zmian, a nawet żeby odmawiała jakiejkolwiek współpracy z p.o. Rektora.

Zapewniamy: “Inicjatywa” bardzo stanowczo domaga się zmian. Mamy gruntownie przemyślaną wizję naprawy sytuacji w UKEN i jego rozwoju po tych kilku straconych latach. Będziemy robić wszystko, żeby do tej wizji przekonać całą naszą społeczność.

Jednocześnie mamy świadomość, że w realnej działalności trzeba wykazywać się przynajmniej pewną dozą pragmatyzmu. Będziemy brutalnie szczerzy: za czasów, gdy prof. Bąk pełnił funkcję przewodniczącego UKW, nie miał on w środowisku IP najlepszej prasy. W wielu komentarzach, które do nas docierają, różne osoby nadal wyrażają sporą nieufność wobec niego. Ale, jak napisaliśmy wyżej, nasze działania są motywowane merytorycznie, a nie osobiści i dlatego wspieramy i będziemy wspierać każde konkretne działanie, które naszym zdaniem przybliża nas do naprawy sytuacji w UKEN (kierunki najpilniejszych zmian zawarliśmy w naszej Mapie Drogowej dla UKEN). Jak pokazuje przykład naszej opinii ws. zmian w Regulaminie wynagradzania, zachowujemy przy tym pełną niezależność i nie boimy się merytorycznie i konstruktywnie krytykować posunięć, które uważamy za błędne i niekorzystne dla Uczelni.

My też chcielibyśmy szybkich zmian i przywrócenia UKEN na tory właściwie pojmowanego rozwoju w każdym obszarze jego działalności. Ale nie od razu Rzym zbudowano. Po wielu latach zaniedbań, bezprawia i niszczenia potencjału Uczelni, odbudowa naszego dobra wspólnego nie nastąpi z dnia na dzień. Cieszmy się z każdego małego kroku w dobrym kierunku, nie tracąc z oczu wizji wspaniałego, silnego i przyjaznego uniwersytetu, którym na pewno możemy się stać. Nie: którym na pewno się staniemy.

Kategorie
Opinie i analizy

Wielka Bitwa o Gablotę

Trwa komiczno-heroiczny bój przewodniczącego uczelnianej „Solidarności” o lokalizację gabloty związkowej. W celach rozrywkowych postanowiliśmy przyjrzeć się oświadczeniu, jakie zawisło właśnie w rzeczonej gablocie.

W oczach Pana Fróga decyzja o przeniesieniu tablicy informacyjnej to jak w mordę strzelił to samo co stan wojenny (cytujemy: „przypomina powrót do stanu wojennego”). To zamach na „Solidarność” i w ogóle na wszystko, co święte.

W typowy dla siebie manipulacyjny sposób, Pan Fróg nazywa przeniesienie gabloty jej „usunięciem” lub „likwidacją”. Innym dobrze wyćwiczonym chwytem jest oskarżanie Wroga (ktokolwiek nim akurat jest) o łamanie prawa, jednak bez wskazania konkretnego przepisu i bez sformułowania argumentu, dlaczego odnośny przepis jest rzekomo łamany. Pan Fróg pisze o „braku poszanowania autonomii związku zawodowego, gwarantowanej przepisami prawa”. Ale autonomia związku polega na czymś zupełnie innym: związki zawodowe mają m.in. prawo do samodzielnego uchwalania statutów, regulaminów, powoływania swoich organów, wyboru władz oraz określania struktur wewnętrznych bez ingerencji z zewnątrz. Ponadto związki zawodowe mają autonomiczne prawo do współtworzenia prawa pracy, np. poprzez zawieranie zakładowych układów zbiorowych pracy czy opiniowanie regulaminów. Który z tych punktów został naruszony decyzją o przeniesieniu gabloty w inne miejsce?

Pan Fróg tradycyjnie dorzuca ordynarne kłamstwo, pisząc, że „pracodawca nie dopełnił obowiązku przeprowadzenia konsultacji ze stroną związkową w zakresie uzgodnienia kwestii dotyczących gabloty”. Otóż p.o. Rektora odbył konsultacje w tej sprawie z przewodniczącymi uczelnianych organizacji związkowych. Wiemy, bo 22 stycznia br. nasz przewodniczący w tym spotkaniu uczestniczył. To, że Pan Fróg nie zgodził się na propozycję przeniesienia gabloty, nie oznacza, że pracodawca nie przeprowadził konsultacji. Nie jest też prawdą, że pracodawca okazał brak poszanowania „obowiązków informacyjnych wobec organizacji związkowej”. Oczywiście „Solidarność” została poinformowana o decyzji p.o. Rektora; opublikowany i ogłoszony został odpowiedni dokument. (Zupełnie czymś innym byłoby nieudzielenie informacji niezbędnych do prowadzenia działalności związkowej — za prof. Borka doświadczaliśmy tego nieustannie.)

Do sprytnych retorycznych chwytów Pana Fróga zaliczmy jeszcze zastosowaną przezeń figurę znaną jako zeugma: „[…] działania prowadzą do niszczenia struktur, idei oraz gabloty związku”. To jakby powiedzieć: „Pan X działa na szkodę, na nerwy i bez podstawy prawnej”.

Pan Fróg podkreśla historyczne znaczenie gabloty: stanowi ona „ważny symbol ciągłości, tradycji oraz pamięci o działalności związku”. Sama gablota i owszem, może być takim symbolem, ale jej lokalizacja już nie. Czy to nie Prezydent Nawrocki, którego podobizna dumnie zdobi gablotę, przeniósł Okrągły Stół z Pałacu Prezydenckiego? To oczywiście nie odbiera temu historycznemu obiektowi jego symbolicznej wartości.

Pan Fróg zaznacza w swoim proteście, że zarówno prof. Wojciech Bąk jak i Pani Aneta Wójcik są członkami „Solidarności”. To pocieszająca informacja, ponieważ jednoznacznie wskazuje na to, że „Solidarność” UKEN to nie to samo co osoba Pana Jana Fróga. Można się domyślać, że wiele osób w tej organizacji nie podziela poglądów i metod działania jej przewodniczącego.

Napisaliśmy powyżej, że decyzja o przeniesieniu gabloty to w oczach Pana Fróga zamach na wszystko, co święte. A z naszej perspektywy to jedynie odebranie niektórym związkowcom statusu świętej krowy. Każde działanie pracodawcy zmierzające do autentycznie równego traktowania związków zawodowych (np. poprzez umieszczenie ich tablic informacyjnych w jednym miejscu) należy rozumieć wyłącznie jako realizację obowiązków pracodawcy. Fakt, że poprzednie władze (prof. Borek i prof. Stawarz) przenieśli nasz związkowy ekran informacyjny w odległe, peryferyjne miejsce, był rzeczywistym atakiem na równe traktowanie związków zawodowych. Decyzja p.o. Rektora i Pani Kanclerz to jedynie przywrócenie normalności. Elementem tej normalności jest również to, że obecnie pracodawca zaczął normalnie rozmawiać z różnymi podmiotami, w tym ze wszystkimi związkami zawodowymi w Uczelni. Utrata nienależnych przywilejów niewątpliwie Pana Fróga bardzo boli.

Ze swojej strony zawsze będziemy wspierać wszelkie działania, które w naszej perspektywie służą pracownikom i Uczelni, a jednocześnie będziemy sprzeciwiać się działaniom, które w naszej ocenie są szkodliwe albo bezprawne – niezależnie od tego, kto akurat sprawuje władzę. Tym różnimy się od Pana Fróga, który za czasów rektora Karolczaka pisał:

Proszę zwrócić uwagę, że Uniwersytet jest naszym wspólnym dobrem, a nie gospodarstwem władcy i jego świty.

Oraz:

Ponawiamy nasze zastrzeżenia dotyczące dążeń Pana Rektora do sytuacji typowej dla oświeconego absolutyzmu (uczelnia to „ja”).

Oraz:

W konsekwencji bałagan i niekompetencja decydentów rzutuje na życie codzienne uczelni.

Wystarczyło jednak, że Pan Fróg stał się częścią „świty” rektora Borka i nagle „oświecony absolutyzm” oraz „bałagan i niekompetencja decydentów” (dobitnie wykazane przez liczne organy państwowe) przestały Panu Frógowi przeszkadzać. Nie dziwimy się, skoro – zdaniem prokuratury – Jan F. czerpał realne korzyści finansowe z tamtego układu.

A tymczasem otwieramy popcorn i oglądamy Wielką Bitwę o Gablotę.

Kategorie
Opinie i analizy

Komentarz do treści ostatecznej decyzji Ministra o odwołaniu prof. Borka

Zapoznaliśmy się dokładnie z treścią ostatecznej decyzji Ministra o odwołaniu prof. Piotra Borka z funkcji rektora UKEN. Uzasadnienie decyzji trudno określić inaczej niż druzgocące dla byłego rektora i jego pełnomocnika prawnego. Minister został dosłownie zasypany wnioskami i dokumentami, które w żaden sposób nie podważyły decyzji o zniesieniu prof. Borka z funkcji, bo po prostu nie miały związku z przedmiotową sprawą i były całkowicie chybione. Ilość argumentów nie przeszła w jakość. Minister stwierdził wprost, że argumenty podniesione we wniosku o ponowne rozpatrzenie sprawy stanowią jedynie gołosłowną polemikę z ustaleniami organu pierwszej instancji. Chyba najzabawniejszym „dowodem” w sprawie, jaki przedstawił prof. Borek, był wydruk informacji ze strony Uczelni zatytułowanej „UKEN w pierwszej dziesiątce najpopularniejszych polskich uczelni”, nawiązujący do ministerialnego raportu o wynikach rekrutacji na studia na rok akademicki 2024/2025. Konia z rzędem temu, kto wyjaśni związek pomiędzy popularnością uczelni a łamaniem prawa przez rektora.

Nie będziemy odnosić się do argumentów natury formalno-technicznej, ale postaramy się pokrótce przedstawić główne argumenty (a raczej: pozorne argumenty) byłego rektora, skądinąd znane już z wielu innych okazji.

Prof. Piotr Borek nieustannie powoływał się na restrukturyzację Uczelni (robili to również jego gorliwi obrońcy, w tym szef pewnego związku zawodowego oraz pewien organ UKEN). Ale jak już wielokrotnie wskazywaliśmy, powoływanie się nie konieczność restrukturyzacji ma się nijak do zarzutów Ministra. Rektor został odwołany NIE za restrukturyzację i zwalnianie pracowników, ale za ŁAMANIE PRAWA. To, czy przy okazji w Uczelni miała miejsce restrukturyzacja, nie ma żadnego znaczenia, liczy się wyłącznie fakt łamania prawa przez rektora. Czy to tak trudno zrozumieć?

Jak słusznie wskazuje Minister,

Skarżący zdaje się nie dostrzegać, że efekt w postaci redukcji zatrudnienia w ramach prowadzonej w uczelni restrukturyzacji mającej na celu poprawę jej sytuacji finansowej, można było osiągnąć poprzez działania zgodne z prawem, respektując przy tym przepisy Kodeksu pracy, a wskazywana przez rektora chęć restrukturyzacji uczelni nie usprawiedliwia (i nie czyni zgodnym z prawem) naruszania praw pracowników.

Minister stwierdził, że od czasu podjęcia pierwszej decyzji przybyło prawomocnych orzeczeń sądów pracy i jest ich w tej chwili 15 (inne postępowania nadal się toczą). To jest fakt, a nie opinia czy też kontrowersyjna interpretacja tego czy innego przepisu. Rektor Borek łamał prawo – i o to w tej całej sprawie chodzi.

Bezprawne zwalnianie pracowników to jednak nie jedyny zarzut. Powołując się na ustalenia Państwowej Inspekcji Pracy, Minister stwierdził również złamanie art. 772 paragraf 4 Kodeksu pracy, polegające na braku uzgodnienia zmiany regulaminu wynagradzania z Komisją Międzyzakładową OZZ Inicjatywa Pracownicza przy UP i Nowej Erze. Można powiedzieć, że lekceważąc i ignorując naszą organizację związkową, prof. Borek kręcił bicz na samego siebie. A skoro już o tym mowa, warto też zauważyć, że wszystkie argumenty o rzekomo nieskutecznym powstaniu naszej Komisji Międzyzakładowej również były całkowicie chybione i bezpodstawne. Są zresztą wyroki sądowe, w których sądy orzekły w ten sam sposób. Jak pisze Minister, w aktach sprawy znajduje się Wypis z Rejestru Komisji Zakładowych, Międzyzakładowych i Środowiskowych podstawowych jednostek organizacyjnych związku zarejestrowanych przy Komisji Krajowej Ogólnopolskiego Związku Zawodowego „lnicjatywa Pracownicza”, z którego wynika, że Komisja Międzyzakładowa Ogólnopolskiego Związku Zawodowego „Inicjatywa Pracownicza” przy Uniwersytecie Komisji Edukacji Narodowej i Nowej Erze została zarejestrowana w dniu 30 maja 2021. I koniec tematu.

Minister uznał bezprawne zwolnienia oraz brak konsultacji z Inicjatywą Pracowniczą za rażące naruszenia przepisów prawa. Jednocześnie wskazał na inne ewidentne złamanie prawa przez prof. Borka, którego jednak nie uznał za rażące. Chodzi o sprawę ocen pracowniczych. Minister pisze wprost: Powyższe stanowi jaskrawe (widoczne gołym okiem) naruszenie art. 128 ust. 3 PSWN stanowiącego, że „Kryteria przedstawia się nauczycielowi akademickiemu przed rozpoczęciem okresu podlegającego ocenie”. Złamanie przepisu ustawy było dla naszego związku „widoczne gołym okiem” od samego początku. Nasze stanowisko przedstawiliśmy ówczesnemu rektorowi dzień po wydaniu zarządzenia w tej sprawie.

Naprawdę chcieliśmy ustrzec pracowników i Uczelnię przed daleko idącymi skutkami tego naruszenia prawa, jednak bezskutecznie. To jeden z tych momentów, kiedy należy zadać pytanie o jakość doradztwa prawnego w Uczelni. Jesteśmy świadomi, że to nie uczelniany prawnik podejmuje decyzje, a rektor może podejmować decyzje wbrew opinii prawnika. Jednak trudno wyobrazić sobie, żeby dobry prawnik nie potrafił przekonująco wytłumaczyć rektorowi, że jego zarządzenie jest w tak oczywisty sposób niezgodne z ustawą i będzie miało dalekosiężne konsekwencje dla Uczelni, jej pracowników i dla samego rektora.

Na naszej stronie i w naszych pismach bardzo często pojawia się słowo „praworządność”. To nie jest puste hasło: władze instytucji publicznej są konstytucyjnie zobowiązane do przestrzegania prawa. Dlatego zgadzamy się z Ministrem, że naruszenie prawa przez organ władzy publicznej, w tym również przez rektora uczelni, powinno być oceniane szczególnie surowo. I dalej:

Jeżeli zatem organ ten wielokrotnie łamie obowiązujące przepisy, jak to miało miejsce w niniejszej sprawie, a w dodatku naruszenie to jest naruszeniem istotnym, skutkującym […] negatywnym następstwem dla uczelni i członków społeczności akademickiej, to niewątpliwie takie naruszenie prawa jest rażącym naruszeniem prawa, zarówno ze względu na charakter podmiotu, który się go dopuszcza, jak i ze względu na pełnioną przez niego funkcję.

Minister zwraca uwagę na naganną postawę byłego rektora, który posiadając już świadomość wcześniejszego naruszania prawa pracy nie zmienił praktyki i nadal konsekwentnie zwalniał pracowników z naruszeniem m.in. art. 30 $ 4 Kp, czym powielał wytykane mu w 2021 r. uchybienia proceduralne. W naszych wypowiedziach wielokrotnie podkreślaliśmy lekceważenie prawa przez prof. Borka i cieszymy się, że do podobnego wniosku doszedł Minister.

Decyzja Ministra „masakruje” – jak powiedziałaby młodzież – argument, jakoby postępowanie ws. odwołania prof. Borka było bezprzedmiotowe, ponieważ zostało wszczęte po rozpoczęciu jego drugiej kadencji. Był to argument podnoszony m. in. przez Radę Uczelni (patrz stanowisko Rady Uczelni wobec wszczęcia przez Ministra Nauki postępowania administracyjnego w sprawie odwołania prof. dr hab. Piotra Borka z funkcji rektora).

Rada Uczelni bardzo aktywnie zaangażowała się w obronę byłego rektora, posiadając przecież wiedzę o wyrokach sądowych i wielu innych nieprawidłowościach. Oprócz wspomnianego wyżej stanowiska z 9 września 2024 r., Rada wydała stanowisko z 14 stycznia 2025 r., gdzie czytamy m. in.:

Rada Uczelni UKEN stoi na stanowisku, że wszczęcie i dalsze prowadzenie przez Ministra Nauki postępowania w sprawie odwołania prof. dr. hab. Piotra Borka z funkcji Rektora UKEN z 2 września 2024 nie ma uzasadnienia prawnego i faktycznego.

Wyroki sądowe nie robiły na Radzie żadnego wrażenia. Podobnie w piśmie do Ministra z 5 marca 2025 r.:

Ponawiamy także jednocześnie i podtrzymujemy stanowisko, w myśl którego dalsze prowadzenie przez Ministra Nauki postępowania w sprawie odwołania prof. dr. hab. Piotra Borka z funkcji Rektora UKEN podjęte 2 września 2024 nie ma uzasadnienia prawnego i faktycznego.

W innym piśmie (z 7 lipca 2025 r.) prof. Dariusz Rott domagał się od Ministra uwzględnienia stanowisk Rady Uczelni UKEN.

Zauważmy, że Rada Uczelni nie wydała stanowiska, kiedy bezprawnie zwalniano pracowników. Nie wydała stanowiska, kiedy swoim zarządzeniem ws. ocen okresowych prof. Borek złamał ustawę w sposób „widoczny gołym okiem” (przypomnijmy, że w skład Rady wchodzi prawnik). Jeśli milczała w tych sprawach, to w celu zachowania przynajmniej pozorów bezstronności powinna również milczeć w sprawie postępowania przeciwko prof. Borkowi. Ale Rada Uczelni ma swoje priorytety: ostatnio np. wiele czasu poświęciła przypadkowej, kilkuminutowej obecności naszego przewodniczącego w pokoju osobowym na Uczelni, w którym nasz przedstawiciel uczestniczył w zdalnym posiedzeniu Rady Uczelni. To jest przecież Ważna Sprawa, co tam 15 wyroków przeciwko rektorowi. Na ostatnim posiedzeniu przewodniczący Rady skonstatował ponadto, że pewien absurdalny anonim o „maślanych oczach” p.o. Rektora to zasługujący na uwagę dokument z poważnymi zarzutami. Ot, taką mamy Radę, nic nie poradzisz. (Nasz przedstawiciel w Radzie złożył protest przeciwko zajęciu się tym anonimem przez prof. Rotta.)

Warto na marginesie dodać, że w ostatnich dniach do członków Senatu napisał prof. Grzegorz Przebinda, który został pozbawiony mandatu członka Rady Uczelni UKEN w 2021 r. Prof. Przebinda był jedną z pierwszych osób, które publicznie i jednoznacznie zwróciły uwagę na sposób sprawowania władzy przez ówczesnego rektora, a zarazem jedną z pierwszych, które osobiście doświadczyły działań, które dziś można określić jako niezgodne z prawem lub co najmniej rażąco sprzeczne ze standardami życia akademickiego. Jak czytamy w jego wiadomości,

wygaszenia mojego mandatu przez rektora Piotra Borka oraz późniejsza postawa przewodniczącego Rady Uczelni, profesora Dariusza Rotta, mają znaczenie nie tylko dla przeszłości Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie, lecz także pozostają istotne dla jego obecnego funkcjonowania, a także dla funkcjonowania całej wspólnoty Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie. Jeśli bowiem nie zostaną rzetelnie wyjaśnione i sprostowane wątpliwości dotyczące wydarzeń z przeszłości, także teraźniejszość i przyszłość uczelni mogą rozwijać się w kierunku odbiegającym od wspólnych oczekiwań. Nieprzypadkowo George Santayana zauważył, że kto nie przemyśli swojej historii, może być zmuszony ją powtarzać.

Jego głos ma znaczenie szczególne, ponieważ pokazuje, że sygnały ostrzegawcze pojawiły się bardzo wcześnie i nie były jedynie późniejszą interpretacją wydarzeń, lecz realnym alarmem formułowanym już na początku całego procesu.

* * *

Szanowni Państwo, pomimo dotkliwych represji, przez te wszystkie lata wytrwaliśmy dla Państwa broniąc praw pracowniczych i praworządności. Byliśmy całkowicie osamotnieni, inne związki zawodowe albo aktywnie wspierały prof. Borka w jego bezprawnych działaniach, albo siedziały cicho. Instytucje państwowe potwierdziły większość z nieprawidłowości, na które wskazywaliśmy przez ostatnie lata. Trwało to długo, ale nareszcie Uczelnia ma szanse wyjść na prostą. Nie zmarnujmy tej szansy.

Kategorie
Opinie i analizy

Zasługujemy na coś lepszego

Mamy dla Państwa zagadkę: czy na dobrze zarządzanym, szanującym się uniwersytecie jest do pomyślenia sytuacja, w której w dniu rozpoczęcia roku akademickiego ponad 150 osób studenckich dowiaduje się, że ich kierunek jednak nie zostanie uruchomiony?

I dalej: czy do pomyślenia jest, że w dobrze zarządzanym instytucie kontrola Państwowej Komisji Akredytacyjnej kończy się wydaniem „druzgocąco negatywnej” opinii? Jeśli zastanawiają się Państwo, czyje to słowa, odpowiadamy: „druzgocąco negatywną” opinią PKA “chwalił się” w Faktach TVN – o ironio! – sam dyrektor Instytutu Dziennikarstwa i Stosunków Międzynarodowych (bo słusznie domyślili się Państwo, że o ten instytut chodzi), dr hab. Krzysztof Gurba, prof. UKEN. Tak tak, to ta sama osoba, która zasiada w zaszczytnym gronie Rady Uczelni. To jakże zasłużone dla UKEN gremium z całą pewnością nie dostrzeże w zamknięciu kierunku zaraz po przyjęciu studentów nic złego, a może nawet pochwali swojego kolegę za dobrą robotę ku chwale Uczelni.

Czyżby Pan Dyrektor IDSM nie wiedział, co dzieje się w jego instytucie? To niemożliwe, bo przecież studenci i pracownicy informowali go od jakiegoś czasu o nieprawidłowościach. Z bardzo przykrych informacji, które do nas docierają, wynika, że zamiast naprawić fatalny stan rzeczy, władze instytutu zaczęły szykanować „sygnalistów”. No cóż, kultura szykan i represji ma się w UKEN wyśmienicie, a przykład idzie z samej góry.

Zarówno tak negatywna ocena PKA jak i decyzja (właściwie nie wiadomo do końca czyja: na próżno szukać zarządzenia rektora w tej sprawie) o nieuruchomieniu kierunku kładą się długim cieniem na wizerunku naszej Uczelni. O sprawie informują wszystkie najważniejsze media w Polsce.

Czy naprawdę ktoś jeszcze ma podstawy, aby z pełną powagą twierdzić, że w UKEN dzieje się dobrze? Znają Państwo historię sukcesywnego spadku Uczelni w rankingu Perspektyw? Wiedzą Państwo, jaką ocenę ma UKEN w serwisie Google? 3,1 na 5. Dla porównania: AGH ma ocenę 4,5; Uniwersytet Jagielloński – 4,4; krakowska ASP – 4,3; Uniwersytet Ekonomiczny oraz Politechnika Krakowska – 4,1; Uniwersytet Andrzeja Frycza Modrzewskiego – 3,5. Nie chcemy tutaj przytaczać opinii, które są dla naszej Uczelni wręcz miażdżące, ale lektura zamieszczanych w serwisie Google komentarzy – zwłaszcza tych pisanych przez obecnych studentów – jest niezwykle bolesna.

Nasz Uniwersytet jest w stanie głębokiego kryzysu, z pewnością najgłębszego od chwili powstania. Nie pomogła nawet zmiana nazwy. Władze kupują kolejne nieruchomości, które w żaden sposób nie pracują dla dobra studentów i pracowników. Panuje chaos prawny. Rektor w najlepsze przeprowadza oceny pracownicze na podstawie niezgodnego z ustawą zarządzenia. Nawet finansowo – pomimo wcześniejszych twierdzeń o jakże wspaniałej kondycji Uczelni po zwolnieniu dziesiątków pracowników i zniszczeniu kilku instytutów – Uczelnia radzi sobie ostatnio coraz gorzej. A tymczasem wydawane są setki tysięcy, a być może już miliony złotych na obronę interesów Rektora i jego ludzi oraz na odszkodowania spowodowane nieodpowiedzialnymi i często bezprawnymi decyzjami. Postępuje głęboka erozja zaufania, zasad współżycia społecznego i wartości akademickich.

Nie sposób patrzeć obojętnie na tak daleko posuniętą dewastację naszego dobra wspólnego, jakim jest UKEN. Tylko wspólnymi siłami możemy powstrzymać wreszcie to szaleństwo. Naprawdę wszyscy zasługujemy na coś lepszego.

Kategorie
Opinie i analizy

W odpowiedzi na stanowisko UKEN dot. zarzutów o obstrukcję procesową stosowaną przez Rektora Borka

W dniu 25 marca br. w krakowskim serwisie informacyjnym LoveKrakow.pl ukazał się artykuł pt. „UKEN odpowiada na nasze pytania i zarzuty związkowców. >>Rektor nie nadużywa prawa do obrony<<”. W związku z jego treścią pragniemy odnieść się do zacytowanej wypowiedzi Adama Gliksmana, kierownika Działu Promocji UKEN, która – naszym zdaniem – jest niepełna i w niektórych miejscach rozmija się z prawdą:

Obstrukcja procesowa – Uważamy, że po stronie Rektora Piotra Borka miały miejsce działania, które można zakwalifikować jako celową obstrukcję postępowania sądowego. Przykładem są seryjnie składane, tuż przed rozprawami, wnioski o wyłączenie sędziów. Zdarzyło się, że jednego dnia złożono kilka takich wniosków wobec różnych sędziów – na wszelki wypadek, gdyby któryś z nich został wylosowany do rozpoznania sprawy. Dodatkowo, obwiniony unikał odbioru zawiadomień o terminach rozpraw, powołując się na rozmaite okoliczności – w tym zaświadczenia lekarskie – mimo że jednocześnie wykonywał wszystkie obowiązki służbowe i zawodowe.

Wniosek o obrońcę z urzędu – Wątpliwości budzi również sytuacja, w której Rektor Borek zrezygnował nagle z dotychczasowego obrońcy (tłumacząc to „utratą zaufania”) i złożył wniosek o wyznaczenie obrońcy z urzędu tuż przed przedawnieniem ostatniego z zarzutów. Tymczasem ten sam adwokat nadal reprezentuje Rektora w innych postępowaniach, a jego współpracownica – aplikantka adwokacka – brała udział w rozprawach i sporządzała szczegółowe notatki w czasie nieobecności mecenasa.

Znamienne jest to, że w wypowiedzi przedstawiciela UKEN zabrakło odniesienia się do tych jakże istsotnych dla oceny sytuacji faktów.

Liczba spraw sądowych – Nieprawdą jest, jakoby związkowcy przekazywali rozbieżne informacje dotyczące liczby toczących się spraw sądowych. Problem tkwił raczej w nieprecyzyjnym pytaniu redakcji LoveKrakow.pl, które dotyczyło jedynie „spraw przeciwko Rektorowi”. Tymczasem: – dwa postępowania w sprawie o wykroczenia przeciwko Piotrowi Borkowi zostały wszczęte przez Państwową Inspekcję Pracy – jedna z nich uległa niedawno przedawnieniu, druga, po uchyleniu wcześniejszego postanowienia o umorzeniu, ma rozpocząć się 10 kwietnia br. Ponadto ponad 30 spraw zostało wniesionych przez byłych pracowników przeciwko uczelni, reprezentowanej przez Rektora Borka, w sądach pracy. Należy podkreślić, że UKEN nie wygrała dotąd ani jednej z nich, a kilkunacie spraw zakończyło się już prawomocnymi wyrokami. W każdym przypadku sądy uznały zwolnienia za bezprawne, a uczelnia została zobowiązana do wypłaty odszkodowań lub pzrywrócenia parcowników do pracy.

Przywracanie do pracy – Również twierdzenie, jakoby UKEN respektowała orzeczenia sądów w sprawach przywrócenia do pracy, nie znajduje potwierdzenia w faktach. Sąd orzekał o przywróceniu do pracy bez dodatkowych warunków, tymczasem uczelnia interpretuje te wyroki na własną rękę. Osobom obecnie zatrudnionym w innych instytucjach nakazuje się natychmiastowe rozwiązanie obowiązujących umów – jeszcze przed uprawomocnieniem się orzeczenia, często w środku semestru. Praktyka ta jest niezgodna ze standardami akademickimi, zgodnie z którymi obowiązki dydaktyczne kończy się wraz z końcem semestru – w lutym lub wrześniu. UKEN tych zasad niestety nie przestrzega. W przypadku jednej z przywróconych osób, dr hab. Niny Podleszańskiej, uczelnia dodatkowo wykazała złą wolę, deklarując, że nie wyrazi zgody na jej drugi etat na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie obecnie pracuje.

Kategorie
Opinie i analizy

Gdy prawo milczy, sumienie musi mówić…

Wydarzenia ostatnich dnia zmuszają do refleksji i podsumowań.

Jak powiedział kiedyś Timothy Snyder, mamy niewielki wpływ na okoliczności, w których żyjemy. Mamy jednak całkowicie wolny wybór, jak się zachować wobec tych okoliczności – możemy się im podporządkować, dać się zastraszyć, pokornie zgiąć przed nimi kark, bądź też skupić się wyłącznie na sobie i przestać ufać komukolwiek.

Można też zapomnieć o tym, co cztery lata temu nazwane zostało szumnie „restrukturyzacją”, nie chcieć pamiętać o tych, których zwolniono, zmuszono do odejścia lub zastraszono, można udawać, że sytuacja na naszej uczelni jest tak dobra, jak nigdy dotąd, że nie rządzi w niej cynizm, donosicielstwo, naigrywanie się z prawa i ucieczka przed odpowiedzialnością.

Ostatnia rozprawa sądowa, która odbyła się w dniu 21.03.2025 r., a także rozprawy wcześniejsze, w których uczestniczyliśmy i o których pisaliśmy, tylko pozornie świadczyć mogą o naszej przegranej. Uważamy bowiem, że jest to nasze moralne zwycięstwo, ponieważ od samego początku nasza siła jest „siłą bezsilnych” – nie polega na awanturnictwie, jak chcieliby to widzieć niektórzy, lecz na demaskowaniu kłamstwa, nieprawości, cynizmu i tchórzostwa. A w ostatnich dniach te anty-wartości ujawniły się ze szczególną mocą!

Prezydium KM OZZ “Inicjatywa Pracownicza” przy UKEN i NE

Kategorie
Opinie i analizy

Czym dla władz UKEN jest rozwój Uczelni? Czyli o koniunkturalizmie słów kilka

Rozwoju Uczelni nie liczy się w milionach złotych, bo to nie korporacja. A jeśli już cieszyć się z pomnażania majątku, to tylko wtedy, gdy jego źródła mają stabilne, przewidywalne, podatne na dalszy rozwój podstawy, a nie wtedy, gdy jest ono pochodną zażyłych stosunków władz Uczelni (oraz pewnego skromnego ORMOwca) z politykami jednej określonej opcji.

Kiedy Inicjatywa Pracownicza podnosi, że polityka obecnych władz Uczelni obniża jej poziom i potencjał naukowy, Rektor nazywa to kąśliwościami i przywołuje fakt, że przecież w ostatniej ewaluacji (po odwołaniach, które rozpatrywał ówczesny minister według własnego klucza ideologicznego) UKEN wypadł bardzo dobrze. Zastanówmy się zatem, jaka jest strategia rozwoju Uczelni realizowana przez Rektora, zwłaszcza w obszarze jakości naukowej Uczelni. Pomogą nam w tym m.in. wypowiedzi Rektora podczas spotkania z kadrą kierowniczą z dnia 12 października 2023 r.

O stanie Uczelni Rektor mówił tak:

Na razie nam się wiedzie nieźle. Mamy zoptymalizowaną kadrę, sporo studentów. Ale miejmy z tyłu głowy tę świadomość, że jeżeli wróci ten algorytm, to istnieje ryzyko, że niekoniecznie zyskamy. […] Za 2 lata może nie być takiej możliwości, że my pojedziemy do ministra z rektorem Stawarzem i wyłożymy argumenty, oprócz Państwa odwołań, zasadnych, słusznych, ale już poza ekspercką oceną, i udamy się na wielkie negocjacje po ewaluacji, i nam się uda uzyskać o jedną ocenkę wyżej w stosunku do tego, co przypisali do dyscyplin eksperci, a co ministerstwo zatwierdziło.

Do czego przyznał się Rektor, wprost, tymi słowami? Że obawia się zobiektywizowanego algorytmu naliczania subwencji na podstawie określonych wskaźników (zgodnie z zapowiedziami obecnego MNiSW ma on zostać wkrótce przywrócony). Że podwyższenie kategorii załatwiał po kolesiowsku z ministrem Czarnkiem. Doskonale wiemy, że przy ręcznym sterowaniu systemem przez owego słusznie minionego ministra algorytmy i opinie eksperckie miały znaczenie całkowicie drugorzędne, ważne były natomiast układy towarzysko-polityczne. Innymi słowy: Rektor próbuje budować jakość naukową UKEN nie na faktycznym dążeniu do doskonałości naukowej jako inwestycji w przyszłość, ale na układaniu się z ministrem. Krótkowzroczność tej koniunkturalnej polityki była oczywista od początku, ale w najbliższym czasie jej konsekwencje dla UKEN staną się wyraźnie odczuwalne (najpóźniej przy okazji najbliższej ewaluacji uczelni). Koniunktura ma to do siebie, że prędzej czy później się zmienia, natomiast podnoszenie jakości naukowej jest po prostu wartością samą w sobie i gwarancją prawdziwego rozwoju, niezależnie od opcji politycznej dzierżącej tymczasowo władzę państwową.

Chyba już nikt się nie łudzi, że po spadkach w rankingach (np. z 6 w 2022 r. na 8 miejsce w 2023 r. wśród uczelni małopolskich wg Perspektyw) UKEN może uzyskać dobre oceny działalności naukowej wśród uniwersytetów – jak to Rektor lub podkreślać – klasycznych. (Przypomnijmy, że z prawnego punktu widzenia taka kategoria uczelni nie istnieje.) A już o miejscach w rankingach międzynarodowych władze nie dbają kompletnie, bo przecież interesy grupy trzymającej władzę w UKEN mają zasięg lokalny, a w najlepszym razie krajowy, po co więc renoma międzynarodowa. Uśmiech i hojna ręka ministra zastępowała wszelkie rankingi.

Na wspomnianym spotkaniu Rektor perorował dalej:

To B też chciałbym trochę obronić. Inżynieria materiałowa ma niecałe 3 kosztochłonności i na B dostaje 2 razy tyle pieniędzy, co humanista przy A. To też musimy mieć świadomość relatywnego znaczenia tych kategorii w naukach ścisłych czy technicznych, medycznych, że tam jedna czy dwie kategorie w dół da dużo więcej pieniędzy niż te wyższe w humanistyce czy naukach społecznych.

Wszystko jasne: tak naprawdę nie o jakość naukową chodzi, tylko o pieniądze. Nie chodzi o rozwój, o długofalową wizję, o pomysł na profil Uczelni: ssijmy kasę, jak się da. Wykorzystujmy koniunkturę. Ten sposób myślenia jest niezwykle charakterystyczny dla obecnej ekipy od samego początku.

Ale dobrze, skoro pieniądze już są – a Rektor uważa to za swoje największe osiągnięcie (zapewne obok zmiany nazwy Uczelni) – to zastanówmy się, jak należałoby je racjonalnie wydawać. Potrzeb jest wiele. Mogłoby się wydawać, że należy je przeznaczyć przede wszystkim na zapewnienie sal dydaktycznych, zadbanie o ich dobry stan techniczny, wyposażenie ich w najlepsze narzędzia dydaktyczne. Dalej infrastruktura naukowa: aparatura, oprogramowanie, wspieranie innowacyjnych inicjatyw badawczych. Dalej: poprawa niemal XIX-wiecznych warunków pracy administracji. Ulepszenie systemów informatycznych. Tymczasem obecne władze postanowiły uczynić z UKEN potentata na rynku nieruchomości. Czy zakup fortu albo akademika (w bardzo złym stanie) zaspokoją najpilniejsze potrzeby Uczelni? Czy środki na remonty i dostosowania architektoniczne tych nieruchomości są zabezpieczone na przyszłość? Czy fort albo zdezelowany akademik podniosą atrakcyjność naszej Uczelni? Poprawią jakość dydaktyki i działalności naukowej?

I czy rozsądne jest zwalnianie z Uczelni, zmuszanie do odejścia, a nawet niezatrzymanie na etacie badaczy, którzy z łatwością znajdują zatrudnienie w innych, najczęściej bardziej prestiżowych ośrodkach akademickich, publikują w najwyżej punktowanych czasopismach i wydawnictwach, a nierzadko otrzymują prestiżowe nagrody i wyróżnienia, np. trafiając z nową afiliacją na listę 2% najbardziej wpływowych ludzi nauki na świecie?

Wydawałoby się, że niektóre zmiany na Uczelni idą w dobrym kierunku. Przyjmujemy coraz więcej studentów, więc to chyba dobrze? Niekoniecznie. Stosunek liczby studentów do liczby nauczycieli akademickich jest w UKEN niespotykanie wysoki (21,1; dla porównania: AGH – 8,9; UŚ – 11,1). Tak wysoki wskaźnik może znacząco wpłynąć na obniżenie subwencji ministerialnej dla Uczelni, jest to bowiem jedna ze składowych obliczania wysokości subwencji.

Tworzenie kierunków medycznych jest niewątpliwie ciekawym pomysłem, jednak naszym zdaniem najpierw należałoby zadbać o komfortowe warunki kształcenia na już istniejących kierunkach. Decyzji takich nie można podejmować z dnia na dzień, za zamkniętymi drzwiami, bez szerszej dyskusji. Trzeba też mieć pełną jasność co do możliwości budowy odpowiedniego zaplecza kadrowo-materialnego oraz co do kosztów prowadzenia nowych kierunków. Tymczasem wydaje się, że w naszej Uczelni decyzja zapadła pod wpływem kontrowersyjnej polityki ministra Czarnka, który znacząco obniżył standardy, jakie musi spełniać uczelnia, żeby prowadzić tego typu kierunki (stąd wysyp trzeciorzędnych uczelni, które postanowiły kształcić medyków). Innymi słowy: wydaje się, że władze Uczelni podjęły tę decyzję – znowu – ze względów koniunkturalnych, a nie z głębokiego namysłu nad najlepszym kierunkiem rozwoju Uczelni czy też z analizy jej najpilniejszych potrzeb.

Stoimy na stanowisku, że rozwój naszej Uczelni musi być oparty na przemyślanej, racjonalnej, długofalowej strategii przygotowanej na podstawie solidnych analiz i w porozumieniu ze wszystkimi zainteresowanymi stronami. Rozwój ma być faktyczny, a jego celem samym w sobie musi być doskonałość naukowa, dydaktyczna i administracyjna. Wszelkie inwestycje muszą przede wszystkim służyć tym obszarom rozwoju, a nie odwrotnie. A nade wszystko: najlepszą inwestycją jest zawsze inwestycja w ludzi.

Kategorie
Opinie i analizy

Pierwszy etap wyborów

Za nami wybory do Senatu i pierwszy ważny etap wyborów rektorskich. Wyniki jednoznacznie pokazują, że Uczelniana Wspólnota oczekuje zmian. Czy tego chcemy czy nie, Inicjatywa Pracownicza – jako sformalizowana organizacja związkowa – jest postrzegana jako środowisko zdolne do stworzenia realnej alternatywy dla obecnego układu władzy.

Doskonale wiemy, że nie wszystkie osoby pragnące zmian są jednocześnie zwolennikami Inicjatywy. Dlatego tak ważna jest dla nas idea Uniwersytetu jako dobra wspólnego. Nie zakłada ona jednomyślności, wręcz przeciwnie: w wielości poglądów i pomysłów upatrujemy siłę wspólnoty. Uniwersytet nie należy do Inicjatywy Pracowniczej, tak samo jak nie należy do Panów Jana Władysława Fróga, Roberta Stawarza i Piotra Borka.

Jednak żeby różnorodność mogła realnie oddziaływać na korzyść wspólnoty, niezbędne jest przestrzeganie kilku elementarnych zasad. Te zasady znamy wszyscy: uczciwość i prawdomówność, równe traktowanie, transparentność, spór oparty o merytoryczne argumenty, poszanowanie godności, przestrzeganie norm współżycia społecznego. Dla osób, które tych fundamentalnych reguł nie przestrzegają, nie powinno być miejsca we wspólnocie Uczelni.

Liczymy na merytoryczną współpracę ze wszystkimi ludźmi dobrej woli, niezależnie od światopoglądu czy przynależności związkowej.

Jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że każdy „opozycyjny” kandydat na Rektora UKEN spotka się ze zmasowanym atakiem. Z przekonaniem graniczącym z pewnością spodziewamy się, że rozpowszechniane będą kłamstwa i insynuacje, elektorzy będą zastraszani lub „kupowani” intratnymi propozycjami, a obecne władze będą wywierały naciski na Senat oraz Radę Uczelni.* Liczymy jednak, że wszystkie strony postępowania wyborczego zachowają się profesjonalnie i w duchu odpowiedzialności za wspólne dobro, a ewentualne antydemokratyczne próby negowania niezależnych kandydatów napotkają na zdecydowany opór.

Od kilku lat Inicjatywa Pracownicza wykonuje tytaniczną pracę, aby bronić praw pracowniczych i działać na rzecz poprawy sytuacji w Uczelni (podsumowaniem naszej dotychczasowej działalności podzielimy się wkrótce). Gwarantujemy, że tę samą pracę będziemy wykonywać nadal, nawet gdyby wybory na rektora wygrał kandydat wywodzący się z wewnątrzuczelnianej opozycji. Taka jest rola związków zawodowych i mamy szczerą nadzieję, że nadejdą jeszcze czasy, gdy – podobnie jak w innych uczelniach – różne związki zawodowe będą współpracować na rzecz dobra pracowników i całej Wspólnoty UKEN.

_ _ _ _ _

* Gorąco apelujemy, żeby każdy taki przypadek niezwłocznie zgłaszać do nas, a jeśli nie ufają Państwo Inicjatywie Pracowniczej – do Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego — tutaj można znaleźć dane kontaktowe. [wróć do tekstu]

Kategorie
Opinie i analizy

Nagrody, nagrody…

W ostatnich miesiącach obserwujemy w Uniwersytecie Pedagogicznym prawdziwy „wysyp” nagród za działalność naukową, dydaktyczną, organizacyjną, przyznawanych przez Rektora, prof. Piotra Borka. Nie kwestionując zasług wielu pracowników uniwersytetu i ich pracy na rzecz uczelni, ani też rektorskiego prawa do wyboru osób nagradzanych, chcemy zwrócić uwagę na etyczny wymiar owych nagród. Wśród nagrodzonych za działalność organizacyjną znaleźli się senatorzy, dziekani, przewodniczący rad dyscyplin, redaktorzy i członkowie redakcji wiodących czasopism, a także przedstawiciele administracji, którzy okazali pomoc władzom uczelni w trwających nieprzerwanie od trzech lat tzw. działaniach restrukturyzacyjnych. Jest rzeczą żenującą, że nagrodę przyznaje się za samo uczestniczenie w różnorakich gremiach, co przecież wynika z obowiązku i roli społecznej, za sprawowanie funkcji, za którą pobiera się dodatkowe wynagrodzenie, w dodatku w trakcie kadencji. Czy zwykła ludzka przyzwoitość nie nakazuje, by nie odbierać takiej nagrody?

Gwoli sprawiedliwości warto się także zastanowić, kogo brakuje wśród osób nagrodzonych, choć w równym, a może i w większym stopniu na tę nagrodę zasłużył.

Ze smutkiem przyznać trzeba, że w aspekcie etycznym sens nagród Rektora Uniwersytetu Pedagogicznego został wypaczony, sama zaś nagroda stała się jedynie gestem wyborczym.

A wybory nowych władz rektorskich tuż-tuż…